Link 30.07.2006 :: 00:17 Komentuj (7) Sława!
Pobawiłam się trochę HTMLem i NeoPaintem i w pół godzinki zrobiłam szablon. Jak na pierwszy raz, jest całkiem pozytywny. Dębowy.
Sucho strasznie na dworze. Gdy wyszłam z domu, poczułam się jak na postnuklearnym pustkowiu. Spalona trawa, dominują odcienie żółci i szarości. Mam nadzieję, że korzeni nie spaliło. Wtedy trzeba będzie na nowo siać trawę...
Ostatnio w mieszkaniu mam same wizyty nieoczekiwanych gości. Od lat się to nie zdarzało, a tu w ciągu dwóch dni - dwie wizyty. Pierwszym gościem był nietoperz, który wleciał otwartym oknem i przeleciał mi przed nosem. Schowałam się z piskiem pod kołdrę. Potem złapaliśmy go w ręcznik i wyrzuciliśmy za okno. Następnego dnia do łazienki wpadła gołębica.
Czyżby zwierzakom odbijało od tego upału?
Pozdrawiam...
Link 31.07.2006 :: 19:22 Komentuj (45) Sława! Dzisiejsza notka będzie na temat aparatowy, w związku z tym, iż prawie każdy znajomy mnie o to pyta, a nie chce mi się non stop pisać o tym samym :D
Czas więc zacząć opowieść... Mam aparat Damon-3, zamki bezligaturowe (bez tych kolorowych gumek), na górnej i dolnej szczęce. Samo zakładanie nie bolało (trochę niewygodne było, bo miałam założoną rozszerzarę na wargi, by nie dotykały zębów. Wyglądałam wtedy jak taki potwór z Resident Evil, Nemezis mu było czy jakoś tak... Zakładanie trwało około dwóch godzin, najpierw pani ortodontka wyszorowała mi zęby specjalną szczotą i pastą (mimo że w domu już to zrobiłam arcydokładnie), potem było wytrawianie niebieskim żelem (który smakował jak skondensowana cytryna, czytaj: paskudnie!) i naklejanie zamków. Potem było zakładanie drucika, zamknięcie zameczków. No i wały nagryzowe... Podlepiony cemencik na szóstkach, by zamki z górnych siódemek przy zamknięciu paszczy nie zdarły zamków z dolnych siódemek. Jak zamykam szczenę to mi nie styka góra z dołem i trochę świszcze jak mówię "chrząszczyk" czy "Sztefa" :)
Aparat obciera mi policzki, bolą dziąsła, obciera mi też usta od środka. I się całować nie bardzo da, bo Luby narzekał, że go drapię :D Ale z każdym dniem jest coraz lepiej, paszcza coraz mniej boli od środka. Mam teraz fajną maść na dziąsła/policzki, Mucosit się zowie, jest z lidokainą i działa jak znieczulenie miejscowe ;)
Najpierw żyłam na diecie półpłynnej (kaszki dla niemowląt, jogurty), potem już włączyłam do diety pokrojone w paski kanapki, teraz dalej je kroję, bo wygodniej się gryzie :D I obiady już normalnie jem. Tylko nóż i deseczka stały się moimi przyjaciółmi :)
Czyszczenie... Zmora :) Trwa z piętnaście minut lekko. Najpierw dokładne mycie zwykłą szczoteczką, potem miejsca pod drutami specjalnym wyciorkiem. Miałam taki strasznie twardy od mojej ortodontki, teraz kupiłam sobie wyciorki z oral-b i są znacznie wygodniejsze :) nie drapią tak dziąseł. Co do nitki dentystycznej, jest taki mit, że sie nie da nią czyścić zębów, bo druty przeszkadzają. Nieprawda! Po prostu trzeba takową nić wsadzić górą przez drut i normalnie można czyścić :D
Aha... Przez dwa lata koniec z twardymi batonami, jabłkami (chyba że nożykiem odkrajać), chipsami (chamsko włażą w zamki i druty), klejącymi krówkami, orzeszkami... I podżeraniem między posiłkami. Żarło włazi między druty i denerwuje. I trzeba szorować :D
Kończę już :D Jak będę miała, to wrzucę tu jakieś foto w drutach.